2006_02 Magazyn SzachistaStrona: 2/2 (475 słów w tym tekście) (3235 ) 
Od redakcji
Superturniej w Wijk aan Zee, grany w drugiej połowie stycznia, otwiera tradycyjnie nowy szachowy rok. Zawody gromadzą z reguły pierwszą dziesiątkę świata, uzupełnioną zawodnikami gospodarzy i zwycięzcą turnieju „B“ z poprzedniego roku. Zabrakło Kasparowa, który porzucił arenę szachową i Kramnika, który od półtora roku nie może poradzić sobie z nękającą go chorobą. W czasie meczu o MŚ z Leko w Brissago w 2004 roku, Kramnik niektóre wolne dni spędzał w szpitalu, co nie było rozgłaszane z uwagi na rywala. W turnieju „Corus 2006“ triumfowali wspólnie Anand i Topałow, niewątpliwie dwaj najlepsi gracze świata. Ich sukces był bezsporny, chociaż w gruncie rzeczy mistrz świata FIDE prowadził praktycznie przez większość rund, a Hindus dogonił go w ostatniej rundzie. Weselin Topałow kolejny raz potwierdził wielką klasę, ale niedosyt pozostał. Niezależnie od niskiej oceny, jaką ma obecnie siła gry mistrza świata w „klasyku“ Kramnika, to wielu szachistów nadal oczekuje zjednoczeniowego meczu. W Wijk aan Zee pojawił się promyk nadziei - propozycja zorganizowania takiego meczu we wrześniu 2006 roku w Eliście, na „gruncie“ prezydenta FIDE i pod egidą federacji. Dwumilionowy fundusz nagród ma zapewnić angielski milioner.
W Polsce imprezą numer 1 były mistrzostwa Polski kobiet, które rozegrano w Trzebini. Z ważnych przyczyn osobistych nie wzięły udziału w MP Monika Soćko i Iweta Radziewicz . W tej sytuacji obrona honoru złotych medalistek DME spoczywała na pozostałej trójce, ostro atakowanej przez konkurentki. Niestety gra Zielińskiej i Dworakowskiej nie imponowała, chociaż przy dużej dozie szczęścia Dworakowska ostatecznie zdobyła brązowy medal. Znakomicie spisała się Jolanta Zawadzka, która zasłużenie została mistrzynią Polski, mimo, że na finiszu zanotowała nieoczekiwane potknięcia. Jej główną rywalką okazała się niespodziewanie Marta Przeździecka, która zaczęła turniej od dwóch porażek, nie załamała się i zrobiła imponujący rezultat 8,5 p. z 9 partii!! Grała niezwykle bojowo, ostro i dynamicznie. W niektórych partiach wprost „roznosiła“ przeciwniczki i także zasłużenie zdobyła srebrny medal!! Niewielki „kroczek“ dzielił ją od złota, ale nie dała rady wygrać barażu. Wszystko wskazuje na to, że kobieca drużyna olimpijska będzie znacznie zmieniona i to dobrze, bowiem tylko w grach zespołowych nie zmienia się zwycięskiego składu, w drużynach złożonych z indywidualności należy stale to robić!
Przegląd największych imprez w kraju w roku 2005 pozwala na twierdzenie, że rywalizacja w królewskiej grze ma u nas wielu zwolenników. Szkoda, że zniknął turniej flagowy w Polanicy Zdroju i wiele innych kołowych turniejów w Polsce. Otwarte turniej zawsze będą sprawiały wrażenie imprez turystycznych, nawet gdy start w nich wymaga odpowiedniego rankingu, co zresztą powinno być powszechnie stosowane i to nie tylko w naszym kraju.
Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny |