
2003_11 Magazyn Szachista
SPIS TREŚCI
 |
| Od redakcji | 1 |
| O tym się mówi | 2 |
| Problemy współczesnych szachów | 3 |
| Święto 11 listopada | 5 |
| DME, Plowdiw 2003 | 6 |
| MP w blitzach, Jaworzno 2003 | 11 |
| Baraż I ligi Juniorów | 11 |
| Historia FIDE (6) | 12 |
| Klubowy Puchar Europy, Kreta 2003 | 14 |
| MP Drukarzy i Wydawców, Wierzbowo | 18 |
| Poradnik arbitra (6) | 19 |
| Sprawdź swoje umiejętności | 20 |
| W sędziowskim kotle (5) | 21 |
| Polskie festiwale | 23 |
| Prenumerata | 29 |
| Marian Bocheński - wspomnienie | 31 |
| Rozwiązania kombinacji | 31 |
| Kombinacje | 32 |
|
Od redakcji
Wydarzeniami ostatnich miesięcy były dwie imprezy Klubowy Puchar i drużynowe mistrzostwa Europy. Na pierwszej imprezie, rozgrywanej na Krecie zjawiły się prawie wszystkie europejskie gwiazdy. Triumfował najbogatszy i zarazem dysponujący najlepszym składem paryski klub NAO. Doskonale spisała się warszawska Polonia, która po dramatycznym meczu w ostatniej rundzie wywalczyła srebrny medal. Reprezentacja Polski zasilona dwoma czołowymi zawodnikami świata walczyła, jak równy z równym, z najlepszymi drużynami kontynentu. Nie sprawiła zawodu druga polska drużyna Polfa z Grodziska Mazowieckiego. Zespół rozegrał kilka świetnych spotkań i zajął 13 miejsce wśród 45 drużyn.
Przez większą część DME obie polskie drużyny znajdowały się w strefie medalowej, ale w VII rundzie na ziemię sprowadzili nas faworyci - obie rosyjskie drużyny. Jeszcze w ostatniej rundzie mężczyźni i kobiety walczyły o medale. Niestety trochę zabrakło szczęścia. Kobiety zajęły 4 miejsce i powtórzyły swój najlepszy wynik z 1992 roku, a mężczyźni spadli na IX miejsce i nadal największym naszym sukcesem pozostał wynik z Bath w 1973 roku - IV lokata.
W Polsce coraz trudniej wystąpić w turniejach granych tempem klasycznym. W gruncie rzeczy całkowicie zanikły turnieje kołowe, a interesujące festiwale, z niezłymi openami odbywają się przede wszystkim w okresie letnim, praktycznie od połowy czerwca do końca września. Klasyka zostaje krok po kroku wypierana przez turnieje szachów szybkich, a w mniejszym stopniu przez blitze. Zawodnicy lubią przyjeżdżać na jednodniowe lub dwudniowe imprezy P-15', P-20" lub P-30', rzadziej na szachy błyskawiczne P-5'.
Nie jest to dobry objaw, bo będzie skutkował drastycznym obniżeniem poziomu szachów w naszym kraju w najbliższych latach. Ponadto obniża się image szachów, jako gry myślącej, wymagającej zastanowienia się przed wykonaniem ruchu. W mediach coraz mniej słyszy się o naszej dyscyplinie, która staje się coraz trudniejsza do obserwacji i dziennikarzom pozostaje tylko rejestracja rezultatu. Znikają barwne opisy dramatycznych sytuacji, niedoczasów itp., co owocuje coraz mniejszym zainteresowaniem mecenasów.
Trzeba zmienić całkowicie politykę Polskiego Związku Szachowego. Przede wszystkim trzeba pracować nad zwiększeniem liczby klubów i zarejestrowanych zawodników, bo aktualna sytuacja kompromituje Polskę na tle innych krajów. Trzeba rozbudować i zmienić sposób punktacji rozgrywek drużynowych. Ligi dojazdowe stają się niezbędne dla ożywienia życia szachowego, nawet jeśli nie zagrają w nich najlepsi polscy zawodnicy. Interes kilku osób nie może przesłaniać nam perspektyw rozwoju dyscypliny.
Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny
Problemy współczesnych szachów
Szachy dawniej i dzisiaj
W celu zrozumienia problemów istniejących w obecnym szachowym świecie, trzeba przypomnieć sobie, jak wyglądały szachy i turnieje w drugiej połowie XX wieku, w latach pięćdziesiątych - siedemdziesiątych, aczkolwiek w latach osiemdziesiątych i nawet dziewięćdziesiątych można się było zetknąć z dawnymi, tradycyjnymi formami rozgrywek.
Grywano przede wszystkim turnieje kołowe, zwykle z udziałem 16 zawodników, chociaż bywały turnieje z udziałem 18, 20 i 22 zawodników. Zawodnicy przebywali na turniejach na koszt organizatorów lub związków szachowych. Nagrody były niewielkie, czasem w ogóle ich nie było, niekiedy dawano cenne nagrody rzeczowe lub upominki. Liczące się nagrody pieniężne pojawiły się dopiero w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, co szachiści zawdzięczają przede wszystkim Robertowi Fischerowi i słynnemu meczowi stulecia o MŚ Fischer - Spasski (Reykjavik 1972 r.).
Hotele były bardzo skromne, „jedynki” praktycznie nie istniały, uczestnicy mieszkali przeważnie w dwu lub trzyosobowych pokojach. W Polsce wyżywienie było na talony czy też różne bony, często bez możliwości wyboru. Otrzymywanie diet w gotówce wymagało specjalnych zachodów w postaci szczegółowych rachunków z restauracji z wykazami potraw.
Rundy zaczynały się z reguły o godz. 16.00 i trwały 5 godzin, po czym partia była odkładana. Tempo gry, to 40 pos./2,5 godz., a w dogrywce 16 pos./godz., przy czym dogrywki trwały od dwóch do czterech godzin w godzinach rannych lub były wyznaczone specjalne dni na dogrywki i wtedy sesje ciągnęły się po 6 godzin. W większości turniejów rytm wyglądał tak - trzy rundy, dzień dogrywek, trzy rundy, dzień dogrywek, dzień wolny, znów trzy rundy itd. Turniej 15 rundowy trwał około 24 dni.
Odłożone pozycje analizowano nocami, całymi godzinami, zawodnicy przyjeżdżali na turniej obładowani książkami z teorii debiutów i z dziedziny końcówek oraz zeszytami z notatkami debiutowymi i partiami przeciwników. Na MP i ważniejszych turniejach międzynarodowych partie były demonstrowane przez młodych szachistów na drewnianych szachownicach, przy czym na salach zjawiało się znacznie więcej widzów niż obecnie. Np. na ostatniej rundzie MP w Poznaniu w 1962 r. było około 1000 widzów.
Otrzymanie informacji o partiach przeciwnika wymagało wielu starań, czasem wielotygodniowych poszukiwać, wertowania biuletynów i czasopism szachowych.
Wiedzę przyswajano latami, powoli, ale gruntownie. Wielogodzinne analizy partii odłożonych partii uczyły poznawania głębi szachów i zrozumienia pozycji, choć jednocześnie pozwalały korzystać z pomocy zaprzyjaźnionych graczy czy też z umiejętności towarzyszy broni z drużyny. Nic dziwnego, że dawniejsi gracze przewyższali współczesnych zrozumieniem szachów i szeroką wiedzą encyklopedyczną. Również znacznie wolniejsze tempo gry umożliwiało znacznie subtelniejsze traktowanie gry środkowej i wynajdowanie studialnych motywów w końcówkach. Mistrzowie, nie mówiąc już o arcymistrzach (zaledwie kilkudziesięciu na świecie) cieszyli się powszechnym uznaniem i ich zdanie było dla wielu szachistów wyrocznią.
Teraz poza nielicznymi zawodnikami czołówki światowej, mało kto orientuje się w zawiłościach systemów debiutowych. Bywa, że znawcy np. partii hiszpańskiej nie mają zielonego pojęcia nie tylko o gambicie hetmańskim, ale gubią się już po kilku ruchach w zawiłościach partii szkockiej czy gambitu królewskiego. Obecnie dominują specjaliści od wariantów, a ich wiedza ogólna jest bardzo skromna. Dotyczy to też większości zawodników z tytułami arcymistrzowskimi - liczba tzw. arcymistrzów sięga już prawie tysiąca.
Dominują turnieje otwarte, kojarzenia par dokonuje się za pomocą komputerów. Gra się bez odkładania partii, pojedynki trwają po 7 godzin (40 pos./2h + 20 pos./1h + reszta/30'), a ostatnio 4 do 5 godzin, tempo 1,5h/partia + 30" na ruch. Zamiast mechanicznych zegarów z chorągiewkami, gra się na elektronicznych czasomierzach. Czasu starcza tylko na debiut i początek gry środkowej, mimo że analizy debiutowe sięgają niekiedy kilkudziesięciu posunięć. Potem wykonuje się mechaniczne ruchy w rytmie 30 sek., co utrudnia znalezienie złożonych idei i subtelności w obronie, nawet jeśli, co jakiś czas, zaoszczędzi się kilka minut na ważniejsze posunięcie.
Turnieje trwają od tygodnia do dwóch, a zawodnicy przyjeżdżają na imprezy z komputerami oraz wgranymi tam bazami zawierającymi setki, a niekiedy tysiące partii rywali. Informacje o systemach debiutowych i o przeciwnikach można otrzymać w ciągu liczonych sekund. Gra toczy się o nagrody pieniężne, wyższe lub niższe, ale przewyższające wielokrotnie gratyfikacje sprzed kilkudziesięciu lat. Wiedza debiutowa jest zdecydowanie wyższa niż dawniej, dobra pamięć ma wielokrotnie decydujące znaczenia, natomiast poziom gry środkowej w gruncie rzeczy jest porównywalny z dawnymi czasami, a technika rozgrywania końcówek, nawet w wykonaniu asów, zdecydowanie ustępuje tej sprzed lat.
Z reguły lepsi zawodnicy mieszkają teraz w „jedynkach”, w hotelach o pewnej liczbie gwiazdek. Standard wyżywienia jest zdecydowanie wyższy, warunki gry lepsze, organizacja przeważnie na dobrym poziomie, ale liczba kibiców odwiedzających sale turniejowe zmniejsza się z każdym rokiem. Co prawda silne imprezy można oglądać w Internecie, co zdecydowanie zwiększa audytorium, ale to nie to samo co bezpośrednia obserwacja zawodów.
Zawodowstwo
Zawodnicy dzielą się na profesjonalistów i amatorów, ale różnice pomiędzy nimi są tak trudne do zauważenia, jak granica pomiędzy debiutem i grą środkową.
Generalnie rzecz biorąc profesjonalistą jest ten zawodnik który uprawia sport na podstawie umowy o pracę i otrzymuje wynagrodzenie. Wtedy zgodnie z przepisami nie ma prawa otrzymywać stypendiów sportowych, które przysługują wyłącznie amatorom. Nasi zawodnicy nazywają się profesjonalistami, ale wyciągają rękę po stypendia, bowiem nie są w stanie podpisać umowy o pracę i wykonywać określone obowiązki, np. codzienne przychodzenie do klubu, połączone z pracą nad szachami przez kilka godzin. Przed wielu laty zawodnicy węgierscy byli zatrudnieni na pół etatu za codzienną czterogodzinną pracę nad szachami i to w lokalu węgierskiej federacji! Rezultaty szybko potwierdziły słuszność tej metody - złoty medal olimpijski w 1978 roku i 1-2 miejsce w 1980 roku. Praca w domu, bez kontroli, to nie to samo!!
Zawodowiec powinien mieć licencję zezwalającą na uprawianie szachów. W Polsce nikt nie ma takiej licencji, czyli teoretycznie, w świetle przepisów mamy w Polsce wyłącznie amatorskie szachy. Nie zmienia to faktu, że wielu graczy zajmuje się wyłącznie szachami. Jeśli z tego tytułu otrzymują gratyfikacje finansowe (stypendia, kadrowe, kwoty na szkolenie), to powinni odpowiadać, przede wszystkim finansowo(!!), za odpowiednie przygotowanie się do ważnych imprez. Taki zawodnik nie ma prawa usprawiedliwiać się brakiem formy spowodowanym np. studiami czy sprawami rodzinnymi. Szachy są jego pracą i z wyników tej pracy musi rozliczać się, a jak tego nie robi, to subsydia powinny być odpowiednio zmniejszane lub odbierane.
Zawodnicy, którzy biorą od Związku jakiekolwiek fundusze na starty, szkolenie itp. są obowiązani do reprezentowania barw narodowych bez dodatkowych honorariów, natomiast jeśli takich subsydiów nie otrzymują powinni dostawać odpowiednie gratyfikacje za start. W obu przypadkach powinny być przewidziane pieniężne nagrody za medalowe osiągnięcia czy inne znaczące sukcesy. Obecnie częstym zjawiskiem jest sytuacja, nie tylko w Polsce, że zawodnicy wyszkoleni za środki federacji i klubów szachowych, nie wyrażają żadnych chęci zrewanżowania się tym organizacjom, poprzez reprezentowanie ich barw na prestiżowych zawodach, jakimi są olimpiady, mistrzostwa kontynentu, czy drużynowe mistrzostwa krajów.
Słowo zaszczyt zatraciło, przynajmniej dla wielu z nich, istotne znaczenie, a zostało zastąpione przez „pieniądze”. W tej sytuacji trudno zrozumieć dlaczego zawodnicy - zawodowcy wymagają społecznego działania ze strony działaczy czy nawet trenerów, opłacanych przez federacje raczej symbolicznie. Jeżeli trener spełnia twórczą rolę i jest potrzebny zawodnikowi, to tak jak na całym świecie, powinien partycypować w nagrodach zawodnika (10-25%). Inaczej trudno od niego wymagać fachowego przygotowania i faktycznego zaangażowania się w pomoc zawodnikowi.
Czołowi zawodnicy, z reguły, są nastawieni przeciwko zarządom związków, gdyż ich zdaniem nie są traktowani z należytą powagą. W celu walki z działaczami tworzą organizacje, które zresztą szybko zanikają. Przyczyna jest zawsze taka sama - konflikt interesów wewnątrz utworzonej organizacji. Rzadko się zdarza, aby liczący się zawodnicy brali udział w Zjazdach Wyborczych Związku, wysunęli swoje postulaty i zaproponowali do Zarządu odpowiednich, niezależnych ludzi. Wśród nich powinni być zawodnicy z odpowiednim stażem i autorytetem, co nie zawsze jest jednoznaczne z tytułem szachowym. Udział we współrządzeniu jest lepszy, niż nieustanna krytyka władz i tworzenie sztucznych organizacji.
Organizacja
Moim zdaniem w Polsce jest już ostatnie pokolenie działaczy, którzy cokolwiek robią bezpłatnie, z zamiłowania do dyscypliny, a niekiedy nawet dokładają dokładają się do tego interesu. Dążenie do bogatych działaczy nic nowego nie wniesie, bo bogaci ludzie niczego za darmo nie zrobią, ceniąc wysoko swój czas. Mogą niekiedy ufundować puchar lub nagrodę. Współczesny działacz musi mieć przede wszystkim wiele czasu. Impreza goni imprezę, trzeba uczestniczyć w spotkaniach z politykami, mecenasami, prezydentami miast i innymi reprezentantami środowisk, spotykać się z gronem międzynarodowym, popularyzować dyscyplinę i walczyć o nowe środki. Siedzenie za biurkiem lub intensywne kontynuowanie własnej pracy, pod pretekstem działalności społecznej w związku, prędzej czy później przynosi fiasko, mimo obecnego szybkiego przepływu informacji poprzez Internet i e-mail. Należy zrezygnować z kosztownych Zarządów i kierować Związkiem za pośrednictwem 4-5 zatrudnionych specjalistów, kontrolowanych przez prezesów WZSzach oraz Komisję Rewizyjną.
Nie mogę zrozumieć dlaczego w ostatnich latach delegaci klubów pozwalają w trakcie Walnego Zjazdu, aby nowo wybrany prezes zachował się w sposób absolutnie niedemokratyczny i proponował cały skład Zarządu (zdarzało się, że nowo wybrany prezes czytał kandydatów z kartki przygotowanej przez innych ludzi i niekiedy przekręcał nazwiska, prawdopodobnie słyszał je po raz pierwszy). W rezultacie władze Związku przeradzają się w maszynkę do głosowania i powstają przesłanki do dyktatury prezesa. Tymczasem należy dążyć, aby w Zarządzie byli przede wszystkim ludzie niezależni od prezesa, mający własne zdanie, gdyż tylko taki układ utrudnia jakiekolwiek manipulacje Związkiem w przyszłości. Zawsze raziły mnie jednogłośne decyzje Zarządu, jedynie słuszne, gdyż to przypomina mi smutne czasy PRL-u.
Wybrany prezes, jak każdy delegat, ma prawo zaproponować tylko jednego członka Zarządu, a ewentualnie mógłby zasugerować delegatom dwóch - trzech najbliższych współpracowników. Pozostałych kandydatów powinni proponować wyłącznie delegaci, i to bez sugestii prezesa.
Osobnym problemem jest komasowanie głosów klubów, których przedstawiciele, z różnych przyczyn, nie mogą być obecni na Zjeździe. Na Nadzwyczajnym Zjeździe PZSzach w Krakowie jeden z klubów skumulował ponad 15 głosów. Dziesiątki głosów skupione w rękach kilku klubów prowadzą do manipulacji, są nadużyciem, sprzecznym z jakąkolwiek formą demokracji.
Należy przestrzegać znanej w FIDE zasady, że członkowie jednego klubu mogą mieć tylko dwa głosy swój i jednego innego klubu, z odpowiednim upoważnieniem. Delegat musi pokazać legitymację swojego klubu i upoważnienie, w którym jest zaznaczone, że dany klub deleguje imiennie osobę z wymieniem jej członkostwa klubu.
Nie może być delegatem osoba, nie będąca członkiem jakiegokolwiek klubu. To sprowadzi nasze szachy na demokratyczną drogę!
|
|