Ciekawe co sie stało z B.Heberlą, pierwsza połowa turnieju fantastyczna, wydawało sie, że to on zdobędzie tytuł, a potem nadeszła seria tragicznych partii. Wygląda na to, że nie wytrzymał presji jaka na nim ciążyła. Psychika w szachach to jeden z ważniejszych elementów, zapewne każdemu z nas sie zdarzało, że w ważnych partiach na skutek stresu popełnialiśmy tragiczne błędy.
Partii Kempiński-Wojtaszek nie ma co komentować, po prostu obydwu satysfakcjonował remis, nie chciało już im sie grać(obaj już mają sporo partii za sobą w tym turnieju, są napewno zmęczeni), więc postanowili sobie odpocząć.
Widzę, że większość jest zdecydowanym przeciwnikiem szybkich remisów. Ja akurat uważam, że to nie jest nic złego. To jest właśnie jeden z uroków turniejów. Takie szybkie remisy dają zawodnikom możliwość odpoczęcia, przecież nie można grać cały czas na 100% możliwości, bo pod koniec turnieju zwyczajnie zabraknie sił. Jeśli powiedzmy w piątej rundzie zawodnik A szybko zremisuje swoją partię, a zawodnik B gra ostrą, bardzo długą partię, to gdy w szóstej rundzie spotkają sie A z B zapewne A będzie w lepszej sytuacji, gdyż będzie bardziej wypoczęty.
Takie szybkie remisy dają zawodnikom możliwość odpoczęcia, przecież nie można grać cały czas na 100% możliwości, bo pod koniec turnieju zwyczajnie zabraknie sił.
Mi marzy się sytuacja, kiedy szachiści będą jechali na MP aby grać w szachy, a nie odpoczywać... na to drugie powinni znaleźć czas przed turniejem!.
Jak mawiał Capablanca jakieś 100 lat temu: "szachy umrą na remis". Trochę niesportowe zachowanie moim skromnym zdaniem.
Edit:
lk85 napisał:
Jeśli powiedzmy w piątej rundzie zawodnik A szybko zremisuje swoją partię, a zawodnik B gra ostrą, bardzo długą partię, to gdy w szóstej rundzie spotkają sie A z B zapewne A będzie w lepszej sytuacji, gdyż będzie bardziej wypoczęty.
Złudne myślenie. Jeśli B tą ostrą partię przeanalizuje i wyciągnie wnioski to zapewniam Cię, że A wcale nie będzie miał łatwej gry.
Ma to jakieś większe znaczenie? Grałem, ale to było dawno temu i muszę powiedzieć, że fajnie się bawiłem [ograłem gościa, który wymiatał w okolicy i dowiedziałem się o tym dopiero tydzień później]. Nie wiem czy to było oficjalne, bo g*wniarz był ze mnie.
Ok. Znowu się nieprecyzyjnie wyraziłem [nadużywam słowa "analiza"]. Nie piszę o pięciogodzinnej analizie partii, ale według mnie każda kolejna powinna rozwijać nawet jeśli się przegrywa. Kwestia podejścia/motywacji. Nie widzę też potrzeby grać w turnieju jeśli człowiek się nim męczy, nie czerpie satysfakcji z samej gry. Lepiej w ogóle nie grać w takim wypadku moim skromnym zdaniem, odpuścić sobie akurat ten konkretny turniej. Ale to tylko moje przemyślenia.
JJThompson nie wiem jak jest w Twoim przypadku, ale ja po długiej partii jeśli nastepnego mam grać następną, to nie mogę patrzeć na szachy . Taki szybki remis jest dobry np. w sytuacji, gdy jednego dnia mamy 2 rundy. Po pierwszej z tych dwóch partii człowiek jest zmęczony i w drugiej nie gra na 100%, przynajmniej ja tak mam. Dodatkowo może tutaj dojść lekka "załamka" i zniechęcenie jeśli tę partie pechowo przegramy i wówczas napewno odbije to sie na tej drugiej partii.
Dokładnie o to mi chodziło o czym wspomina Luke...ile można pracować na najwyższych obrotach...człowiek to nie maszyna!
(bez skojarzeń) _________________ Jeszcze nigdy, tak wielu, nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym
Powiem tak: nie mam doświadczenia w szachach takiego jak Wy, ale mam nadzieję, że w końcu wybiorę się na jakiś turniej. Póki co ćwiczę i bawię się przy tym znakomicie. Szachy to nie mój cały świat - nie o to przecież chodzi. W gruncie rzeczy moim priorytetem nie jest wygranie partii. Bardziej bym się cieszył szczerze powiedziawszy z rozegrania nawet przegranego [ale w świetnym stylu] everygreena, albo immortala niż z takich remisików, dzięki którym wygrałbym turniej. _________________
Kwestia priorytetów. Ja nie mam takiego obciążenia więc mogę to traktować jako rodzaj "sztuki". Tak trudno to zrozumieć? I jeszcze jedno - bardzo chętnie odebrałbym chleb rodzinie takiego szachisty ogrywając go niemiłosiernie - i nie byłoby mi żal. _________________
A te pieniądze są od sponsorów za coś, więc niech na nie zarobi. Sponsor chce, aby kojarzono go ze sportową rywalizacją na wysokim poziomie. Jedyna wartość, jaką wytwarza szachista, grając w szachy, to wartość sportowo-marketingowa. Nikt go nie zmusza do grania o pieniądze sponsora i w ogóle do grania w szachy. Ja też pracuję za pieniądze, ale to nie znaczy, że odwalam robotę, żeby mieć czas i siłę na więcej zleceń.
P.S.
A ponieważ zdarzają się tacy, co zawsze lub prawie zawsze grają o zwycięstwo, i nawet nieźle im idzie, więc najwyraźniej można.
Ostatnio zmieniony przez wojtzuch dnia Sro Lut 21, 2007 9:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Dokładnie. To zawsze kilka czynników ale chociaż czasami trzeba coś wygrać.
Mistzosto Europy Macieji przełożyło się szybko na sponsora i mecz z Karpowem.
Hmmm... Ponadto dochodzi kwestia właśnie owego zmęczenia przeciwnika, z którym gramy. Czy przypadkiem nie przyjmując szybkiego remisu nie mamy przewagi psychologicznej nad tymże? _________________
Dla mnie w start w turnieju to przedewszystkim chęć osiągnięcia jak najlepszego rezultatu i właśnie to jest moim priorytetem. Przyjemność z gry, rozgrywanie ładnych partii, poczucie klimatu turnieju, spotkanie sie z osobami które widuję tylko i wyłącznie na turnieju w danym miejscu, poznanie nowych osób też są bardzo ważne, ale jednak zdecydowana większość ludzi zgłaszających sie na turniej ma za główny cel osiągnięcie korzystnego wyniku, tzn. może to być: podwyższenie kategorii/ELO, zajęcie jak najlepszego miejsca, nagrody, chęc wygranej z osobą która kiedyś nas upokorzyła ogrywając w miniaturce .
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach