Wysłany: Sob Lut 03, 2007 7:32 pm Temat postu: komputery i siła gry
Witam.
Rozglądam się za jakimś tanim komputerkiem szachowym, na Allegro jest kilka modeli - nowych i starszych. Tanie są firmy Millenium - 3000, oriony (4in1 i 6in1). Czy to się nada dla początkującego dziecka do nauki i treningu - czy raczej sobie tymi komputerkami nie zawracać głowy. Czy ktoś zna ich siłę gry (bo w opisach nie znalazłem)?
Moim zdaniem dla dziecka szachy powinny być tylko i wyłącznie zabawą. Gra z komputerem szachowym bardzo szybko mu się znudzi, musisz brać to pod uwagę. Z tego co pamiętam to tego typu komputery są bardzo mało rewolucyjne. W początkach mojej nauki spotkałem się z komputerem, którego można było na najtrudniejszym poziomie ograć zawsze tym samym sposobem(było to kilka pierwszych ruchów), być może trafiłem na taki "trefny" model. Najlepszym rozwiązaniem chyba jest klub, gra z rówieśnikami, a od czasu do czasu z tatą, bądź mamą(w kwestii sparing-partnera bo plan treningowy to już inna bajka.). Bardzo łatwo jest zniechęcić małe dzieci do szachów. Bardzo rzadko szachy idą w parze z akceptacją kolegów, czy koleżanek, więc aby dalej grać trzeba to na prawdę lubić i czarpać z tego przyjemność. Jeżeli już koniecznie chodzi o komputer to nie myślałeś może o normalnym programie typu Fritz, może jakiś z animacjami typu Lego szachy, czy jakieś szaszki Disney'a. Oczywiście to może być dobre rozwiązanie jedynie dla młodszych dzieci. Takie jest moje zupełnie amatorskie zdanie. Pozdrawiam serdecznie!
Prowadząc korespondencję z zawodnikami gry korespondencyjnej częstym pytaniem jest jak analizujesz partie i jaki masz komputer. W dobie komputerów wielordzeniowych i enginów Rybka 2.2n MPx64 Deep Fritz 10 czy Hiarcs 11 MP analizy polegają głównie na włączeniu komputera i szukaniu wariantów. Czy to jednak jest takie proste jak się niektórym wydaje?
Powodem żmudnych analiz nie jest przeliczenie przeciwnika sprzętowo ale poszukiwania interesujących wariantów które prowadzą do wygranych końcówek. W dobie tak mocnych obliczeniowo komputerów "tradycyjne" książki debiutowe sprowadzają się głównie na remisowaniu partii i omijaniu w nich pułapek które często się tam znajdują.
Moim zdaniem dla dziecka szachy powinny być tylko i wyłącznie zabawą. Gra z komputerem szachowym bardzo szybko mu się znudzi, musisz brać to pod uwagę.
Można polemizować z tym stwierdzeniem. Mój syn nauczył się grać jak miał 3,5 roku. W tamtym okresie(98 r.) nie miałem dostępu do internetu, a nie zawsze mogłem czy też chciałem grać z synem. Grywał więc z programem ustawionym na niski poziom gry. Trwało to mniej więcej do 5 roku życia. Wtedy "przesuwał" już z siłą IV-III kategorii (praktycznie nie podstawiał figur, a dzięki(chyba) temu, iż program korzystał z książki debiutowej, nauczył się "zdrowo" i aktywnie rozstawiać figury na szachownicy. Jednak wydaje mi, że motorem była gra z prawdziwymi ludźmi. Zawsze gdy wychodziliśmy na spacer, zabieraliśmy ze sobą deskę i jak tylko była okazja, to grał ze znacznie starszymi od siebie.
Mniej więcej jak miał 5 lat, odsunąłem go od szachów(to chyba życiowy błąd . Chodzi o to, że on najbardziej lubił po rozegranej partii omówienie jej i gdy pokazywałem mu ukryte kombinacje (często sam je później rozwiązywał). Wiadomo, że przy tym poziomie, błędów jest co niemiara i uderzeń taktycznych równie wiele. Wstyd to przyznać, ale to było moje lenistwo. Gdy zacząłem go spławiać, przestał grać (mogę się usprawiedliwić tylko tym, że miałem ciężką pracę i wydawało mi się, że nie jestem w stanie pogodzić szachów z zawodowymi i domowymi obowiązkami).
Gdy wrócił do szachów, miał 9 lat i musiał się uczyć grać praktycznie od nowa(nie pamiętał nawet posunięć), jednak chyba gdzieś ta wiedza musiała siedzieć głęboko w głowie, bo praktycznie po 8 miesiącach od powrotu doszedł do II kat. szachowej i awansował do MPJ w których później walczył w ścisłej czołówce))
bielanek napisał:
Najlepszym rozwiązaniem chyba jest klub, gra z rówieśnikami, a od czasu do czasu z tatą, bądź mamą(w kwestii sparing-partnera bo plan treningowy to już inna bajka.).
Zdecydowanie najlepsze. Ten dreszczyk emocji i rywalizacji jest zawsze pożyteczny. Trzeba tylko uważać, aby nie był zbyt duży, bo można dziecko do nerwicy doprowadzić (mamy już w Polsce jednego takiego talenta-delikwenta)
bielanek napisał:
Bardzo łatwo jest zniechęcić małe dzieci do szachów. Bardzo rzadko szachy idą w parze z akceptacją kolegów, czy koleżanek, więc aby dalej grać trzeba to na prawdę lubić i czarpać z tego przyjemność.
Zniechęcić, faktycznie jest łatwo, szczególnie wtedy gdy rodzice mają zbyt duże oczekiwania. Nikogo nie chcę oskarżać, bo z doświadczenia wiem, że czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że zbyt surowo je traktujemy i zbyt mocno je naciskamy. Ja to porównuję do sytuacji, gdy siedzisz w zamkniętym pokoju i powoli przedostaje się do niego jakiś smród. Siędząc w nim nie poczujesz go, dopiero gdy wyjdziesz na zewnątrz i wejdziesz z powrotem czujesz jak tam śmierdzi.
Komputery szachowe, mogą być pożyteczne (toż to jest to samo co program na PC, tyle że ma jeszcze bierki i gra na nieco niższym poziomie), ale nie można przesadzać. Te piekielne maszyny za wszelką cenę dążą do inicjatywy i gra z nimi może doprowadzić do sytuacji, w której zawodnik zaczyna grać zbyt defensywnie (jak gra śmiało i się odsłania, to naraża się na uderzenia taktyczne, przez co później podświadomie zaczyna unikać starć wybierając spokojne strategiczne pozycje)
To będą trochę przybliżone odpowiedzi, bo i hash pewnie inny i procesory nieco też, ale w pewnym momencie brutal force silnika przestaje się liczyć ponieważ szachy są póki co zbyt trudne do brutalnego policzenia, zatem grają algorytmy, zatem w przybliżeniu będzie się zgadzało.
Jednak będzie to siła gry maszyny przeciwko maszynom, póki co, moim zdaniem na szczęście szachy są dla ludzi i na liście ELO nie ma żadnego silnika, chociaż kto wie, może występuje pod jakimś ludzkim pseudo
No właśnie. Wynika z tego, że jeśli mam giga ramu i dobry procesor, to sprawdzenie mojego programu może odbyś się jedynie w praktyce. Np. poprzez grę z drugim komputerem kolegi (albo swoim) ustawionym tak jak w tabelce, którą przywołałeś.
Otóż to przy czym proponuję rozegranie minimum 24 lub więcej partii. To po to by wyeliminować przypadki, które się jednak zdarzają. No i kwestia czy chcesz pomierzyć siłę gry w blitz'u czy w standardowych czasach gry.
Każdy program szachowy posiada własną książkę debiutową a w niej znajduje się niemal "wszystko". Począwszy od debiutów po wielkie śmietnisko wariantów wziętych chyba z gry w blitza. Dziś zaprezentuję przykład najnowszej książki debiutowej Rybki o nazwie book2 a w niej przykład blitzowego wariantu pt."jak przegrać w 10 posunięć".
Programy szachowe mają to do siebie że algorytm ocenia wartość pozycji wg ustalonych zadanych przez programistę parametrów. Osiągnięcie minimalnej przewagi a nawet dużej wcale nie musi się wiązać z mniemaniem iż wygramy partię a czasem nawet odwrotnie niż myślimy. Czy w obecnych czasach gdy siła gry programów szachowych dorównuje arcymistrzom a moc obliczeniowa komputerów jest olbrzymia mogą wystąpić takie pomyłki? Tak i to wcale nie tak rzadko jak nam się wydaje. Poniżej partia pomiędzy najnowszymi enginami Rybki 2.3.1 oraz Deep Fritza 10:
Zaprezentowana poniżej partia to kolejny przykład niedojrzałości enginów do rozgrywania krótkich partii. Podstawienie figury w tak dość banalnej pozycji daje wiele do myślenia tym bardziej że to jest najnowsza wersja enginu Rybka 2.3.1
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach