Moim zdaniem szkoda życia, chyba że jest z tego normalna kasa i nie trzeba pracować.
Kasa bylaby ,gdybys trzy godziny dziennie poswiecil na nauke innych szachistow.
Na przykład.
Ale jeśli ktoś pracuje w pełnym wymiarze, dojeżdża, a potem większość czasu wolnego poświęca na szachy... Mnie się tak podobało, zwłaszcza że się nie przepracowywałem, nie musiałem dojeżdżać i nie miałem obowiązków typu dziecko, ale tak obiektywnie patrząc, szachy to za mało innych ludzi, za mało ruchu, za mało świeżego powietrza, za mało przygody i tak dalej. Pasja jak pasja, ale myślę, że na przykład basejumperzy są szczęśliwszymi ludźmi.
Walczę z sobą, bo mnie ciągnie i szkoda mi tych setek godzin na sam trening w ostatnich paru latach, ale chyba skończy się na okazjonalnej grze. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Nie pisałem, że w ogóle nie ma innych ludzi Ale głównie siedzisz sam (a musisz siedzieć wyjątkowo dużo, aby cokolwiek osiągnąć), raz w roku albo dwa jedziesz na turniej (chyba że ktoś ma cotygodniowe blitze pod nosem, no i dzieci mogą jeździć częściej), a tam ze wszystkimi rywalizujesz, godzinami siedząc przy desce. Akurat sam nie jestem szczególnie towarzyski, ale jeśli porównam to z wieloma sportami outdoorowymi, w których – poza innymi zaletami – właściwy wysiłek to zaledwie ułamek czasu treningu lub wyjazdu... Jednak różnica wydaje się duża.
Jak pisałem, pasja jak pasja, mnie też wciągnęło, tyle że gdy pomyślę, ile ciekawszych i ważniejszych rzeczy mógłbym zrobić w tym czasie, który poświęciłem na szachy w ostatnich trzech – czterech latach, to po prostu go żałuję.
Koniec ze studiowaniem książek o strategii, końcówkach i debiutach, co najwyżej postaram się wszystkiego nie zapomnieć i trochę grać, lepsze to niż jakieś strzelanki. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
A kto powiedział, że szachista powinien siedzieć tylko w książkach w domu i nad deską ? Sam sobie stworzyłeś takie piekiełko... . Szachy to też sport i powinno dbać się o kondycję fizyczną, chociażby po to, aby wytrzymać bez problemu te parę h podczas turnieju... I nie raz, dwa w roku, tylko częściej, o ile ma się czas, chęci i kasę. Dlatego wielu szachistów uprawia również inne sporty... Co Ci przeszkadza w uprawianiu skoków na spadochronie, a wieczorem w spędzeniu kilkunastu minut nad książką, czy szachownicą ? Przemęczyłeś się pewnie i zajechałeś jak Krzysiu... Stąd te wszystkie dywagacje nad sensem życia i spędzaniem wolnego czasu . _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
A kto powiedział, że szachista powinien siedzieć tylko w książkach w domu i nad deską ? Sam sobie stworzyłeś takie piekiełko... .
Ja?
Cytat:
Szachy to też sport i powinno dbać się o kondycję fizyczną, chociażby po to, aby wytrzymać bez problemu te parę h podczas turnieju...
A co ma piernik do wiatraka? O kondycję trzeba dbać niezależnie od dyscypliny, a najbardziej wtedy, gdy nic konkretnego się nie uprawia
Cytat:
Co Ci przeszkadza w uprawianiu skoków na spadochronie,
Nic, nic takiego nie pisałem. (Nie uprawiam ani skoków na spadochronie, ani base jumpingu, ani wingsuit base jumpingu, ani wingsuit skydivingu, choć mam to wszystko na liście marzeń ).
Cytat:
a wieczorem w spędzeniu kilkunastu minut nad książką, czy szachownicą ?
Ja pisałem o siedzeniu kilka godzin dziennie, jak robi to pewnie duża część amatorów, którzy nawet nie marzą o wyjściu poza I kategorię.
Szachy, poza tym że są dyscypliną skrajnie "siedzącą", wymagają w stosunku do możliwych do uzyskania efektów więcej treningu niż chyba jakakolwiek inna dyscyplina, a pieniądze są mniejsze niż gdzie indziej, od meczów o mistrzostwo świata po stypendia dla młodzieży, i dużo o nie trudniej.
Każdy lubi co innego, ja jednak doszedłem do wniosku, że dopóki nie ma szansy na względnie dużą kasę, tak aby móc siedzieć nad szachami zamiast w pracy, nie warto ich traktować inaczej niż jako urozmaicenie czasu wolnego, a nie jego wypełniacz. I nigdzie nie pisałem, że rzucam szachy. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Jak pisałem, pasja jak pasja, mnie też wciągnęło, tyle że gdy pomyślę, ile ciekawszych i ważniejszych rzeczy mógłbym zrobić w tym czasie, który poświęciłem na szachy w ostatnich trzech – czterech latach, to po prostu go żałuję.
"O, jakaż to chwała być królem nie z tytułu dziedzictwa tronu
i nie z przypadku elekcji, lecz z mocy swego rozumu .... "A. I. Kuprin
I właśnie to wyróżnia szachy spośród innych sportów - myślenie. Dzisiaj rzadko spotykanie.
Bo gdybym miał wybór: być mistrzem boksu czy być arcymistrzem szachowym wybrałbym to drugie, z tego powodu, że cenię sobie bardziej umysł niż mięśnie
Oj, wojtzuch, to faktycznie wygląda na "zmęczenie materiału" jak pisze petrosjan
Ale ja to wszystko piszę po kilkumiesięcznej przerwie, gdy ciągnie mnie do szachów jak ćpuna do kompotu _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Właściwie to rzeczywiście szkoda na te szachy czas tracić, trzeba korzystać w pełni z życia a szachy można sobie na starość zostawić. _________________ "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Mam wątpliwości co do wszechświata". Albert Einstein
Dołączył: Feb 25, 2008 Posty: 42 Skąd: Zachodniopomorskie
Wysłany: Sob Sie 02, 2008 12:24 am Temat postu:
Jak wszystko w życiu, także szachy trzeba traktować z umiarem. Dla mnie chore jest siedzenie 4h dziennie nad szachownicą, poprostu szkoda na to życia.
Ale całkowita rezygnacja i ograniczanie się do partii towarzyskich jak w przypadku wojtzucha też nie jest czyms dobrym.
Jeżeli chce sie ktos rozwijać i czerpie z tego radość to znajdzie czas na nauke i gre w szachy.
P.S. Dbajcie szachisci o wasze kregosłupy podczas nauki _________________ I'm a passenger
Oj, wojtzuch, to faktycznie wygląda na "zmęczenie materiału" jak pisze petrosjan
Ale ja to wszystko piszę po kilkumiesięcznej przerwie, gdy ciągnie mnie do szachów jak ćpuna do kompotu
To po co bronić się przed czymś, co sprawia nam przyjemność?
GutsMuths napisał:
Jak wszystko w życiu, także szachy trzeba traktować z umiarem. Dla mnie chore jest siedzenie 4h dziennie nad szachownicą, poprostu szkoda na to życia.
Na początku lat 90-tych, amatorsko zajmowałem się fotografią. Bywało, że z ciemni wychodziłem tylko po to, aby się przespać. Później byłem też zapalonym modelarzem - makietę budowałem bez umiaru, nawet po kilkanaście godzin na dobę. W drugiej połowie lat 90 tych, gdy dzieci były jeszcze małe, dużo wędkowałem - jeździłem sam bądź z kolegą, przynajmniej na 48 godzin co tydzień. Ponadto od 1986 roku nieprzerwanie kontynuuję moją największą pasję - akwarystykę. Były też okresy namiętnego czytania książek i oczywiście zajmowania się szachami.
Na każdą z tych pasji poświęcałem mnóstwo pieniędzy i czasu. Nigdy niczego sobie nie limitowałem i nie targały mną myśli, że przesadzam, że szkoda życia itd. Życia byłoby szkoda, gdybym zamiast jechać np. na ryby, siedział razem z żoną przed TV w imię "wspólnego spędzania czasu". To byłaby obłuda. Poświęcenie poświęceniem, ale stawianie sprawy w ten sposób uważam za chore - są lepsze sposoby na wspólne spędzanie czasu z rodziną, muszą one jednak spełniać podstawowy warunek - sprawiać przyjemność każdemu członkowi rodziny i nikt nie może mieć poczucia, że coś przez to traci.
Piszę tu o tym dlatego, że moim zdaniem głupcem jest ten, który w imię podporządkowania się żonie czy też rodzinie lub pracy, rezygnuje ze wszystkiego, co tak naprawdę sprawia mu największą przyjemność. Takich osób znam wiele - zgorzkniali i oszukujący samych siebie, u których wylew szczerości widać dopiero po alkoholu, kiedy to puszczają hamulce i objawia się szczerość. To się kończy albo rozpadem związku, albo depresją w przypadku osób słabych, nie potrafiących uderzyć pięścią w stół. Na zakończenie przytoczę tu końcową sentencję z pewnego filmu, która idealnie oddaje to o czym pisałem "Każdy z nas nosi maskę, którą zasłaniamy się przed światem. Kiedy jednak ukrywamy swoje prawdziwe oblicze przed tymi, których kochamy, jaką cenę musimy za to zapłacić?"
Dołączył: Feb 25, 2008 Posty: 42 Skąd: Zachodniopomorskie
Wysłany: Sob Sie 02, 2008 11:06 am Temat postu:
No tak widać w twoim przypadku hobby odgrywało(odgrywa) ważną rolę w życiu.
Cytat:
Na początku lat 90-tych, amatorsko zajmowałem się fotografią. Bywało, że z ciemni wychodziłem tylko po to, aby się przespać.
Ja bym chyba tak nie potrafił. Musiałbym sie spotkać z laską, pograć w nożną, posurfować na necie, wypić z kumplami itd.
Cytat:
moim zdaniem głupcem jest ten, który w imię podporządkowania się żonie czy też rodzinie lub pracy, rezygnuje ze wszystkiego, co tak naprawdę sprawia mu największą przyjemność.
U mnie jest inaczej. Przede wszystkim rodzina, praca a dopiero później przyjemności i samospełnienie. _________________ I'm a passenger
Oj, wojtzuch, to faktycznie wygląda na "zmęczenie materiału" jak pisze petrosjan
Ale ja to wszystko piszę po kilkumiesięcznej przerwie, gdy ciągnie mnie do szachów jak ćpuna do kompotu
To po co bronić się przed czymś, co sprawia nam przyjemność?
Narkotyki też sprawiają przyjemność Ja po prostu stwierdziłem, że nie warto. I cały czas mówię o normalnym, zróżnicowanym treningu, po wiele godzin dziennie, nie o grze dla przyjemności. Analiza partii, strategia, końcówki, debiuty, kombinacje, liczenie wariantów... forum Gdybym mógł to robić, zamiast siedzieć przed monitorem, aby zarobić na życie, oczywiście byłoby super W przeciwnym razie szachy, nawet jeśli dużo dają, wciąż dają za mało, a biorą za dużo, do tego dochodzą inne wady, o których pisałem.
W każdym razie chyba każdy zgodzi się z tym, że proporcje między objętością treningu a postępami są w szachach wyjątkowo niekorzystne.
Przyjemność nie ma tu nic do rzeczy.
GutsMuths napisał:
acidity napisał:
moim zdaniem głupcem jest ten, który w imię podporządkowania się żonie czy też rodzinie lub pracy, rezygnuje ze wszystkiego, co tak naprawdę sprawia mu największą przyjemność.
U mnie jest inaczej. Przede wszystkim rodzina, praca a dopiero później przyjemności i samospełnienie.
Wydaje mi się, że opacznie zrozumiałeś wypowiedź acidity, zwłaszcza że wcześniej, w tym samym wpisie, precyzuje, co ma na myśli. Zresztą w tym zdaniu, które zacytowałeś, pisze o rezygnacji ze wszystkiego, a nie o priorytetach. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Pewnie zaraz wladek się wypowie, żebyś trenował innych szachistów... za kasę Pykaj sobie spokojnie aż Ci się uzbiera kandydat na mistrza, a wtedy zacznij zdziałać Wyjeżdżasz sobie na turnieje szachów szybkich, zgarniasz nagrodę finansową za I miejsce, za tą nagrodę kupujesz jakieś książki, czekasz na następne takie turnieje, w międzyczasie trenujesz, i na takich turniejach zbierasz kasę A może i klub coś ufunduje...?
Cytat:
Narkotyki też sprawiają przyjemność
Cytat:
W przeciwnym razie szachy, nawet jeśli dużo dają, wciąż dają za mało, a biorą za dużo, do tego dochodzą inne wady, o których pisałem.
ale narkotyki nic nie dają (oprócz przyjemności) a ciągną jeszcze więcej
Można zrobić tak, że czas który bezproduktywnie marnujesz poświęcasz na trening szachowy. Takim sposobem wykorzystujesz 100% czasu i 100% życia
Cytat:
W każdym razie chyba każdy zgodzi się z tym, że proporcje między objętością treningu a postępami są w szachach wyjątkowo niekorzystne.
Ale proporcje między oglądaniem TV a postępami w czymkolwiek są jeszcze niekorzystniejsze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach