Witamy w Magazyn Szachista
 » Strona Główna // » Baza partii / » FORUM / » Kombinacje / » Nauka Gry / » Zadania / » Prenumerata
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   GrupyGrupy   ProfilProfil   Zaloguj i zobacz wiadomościZaloguj i zobacz wiadomości   ZalogujZaloguj 

Uczymy dzieci grać w szachy
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    www.szachista.com Strona Główna
-> Nauka gry
Poprzedni temat :: Następny temat  
Autor Wiadomość
byk
Hetman
Hetman


Dołączył: Nov 09, 2005
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 8:38 am
Temat postu: Uczymy dzieci grać w szachy
Odpowiedz z cytatem

Witam

Temat jest dla mnie jeszcze mocno przyszłościowy (synek ma dopiero 1,5 roku), ale korci mnie, żeby się dowiedzieć. Pytanie brzmi: jakich sposobów (tips and tricks Cool ) użyć, żeby nauczyć dzieci gry w szachy? W jakim wieku zaczynać? Co robić, żeby się szachami zainteresowały? Swego czasu wymieniłem pare zdań na ten temat z acidity, który opisał jak wprowadzał Krystiana w arkana szachów. Jeśli by mógł powtórzyć ...
Uwagi innych użytkowników również mile widziane!

Zapraszam do dyskusji

byku
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
tpp
Hetman
Hetman


Dołączył: Jan 17, 2002
Posty: 3212
Skąd: Polska

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 8:54 am
Temat postu: Re: Uczymy dzieci grać w szachy
Odpowiedz z cytatem

byk napisał:
Jeśli by mógł powtórzyć ...
Obecnie pewnie ma większe doświadczenie.
_________________
Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam, Tomasz Ptaszyński
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
   
byk
Hetman
Hetman


Dołączył: Nov 09, 2005
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 9:29 am
Temat postu: Re: Uczymy dzieci grać w szachy
Odpowiedz z cytatem

tpp napisał:
byk napisał:
Jeśli by mógł powtórzyć ...
Obecnie pewnie ma większe doświadczenie.


Z pewnością. Uwagi będą tym bardziej cenne.

Pare słów jak ja się nauczyłem grać. W wieku (chyba) lat 6 nauczył nie grać ojciec, z którym rozegrałem setki partii. Wygrałem ... 0 (słownie: zero) Crying or Very sad. (Jak teraz mu proponuje partyjke, to mówi, że czasu nie ma Laughing ). Te porażki i ogranie pozwalały mi wszystkich kumpli z podwórka kosić do zera. Potem (w wieku gdzieś 11 lat) zaczepiłem się na chwile w kółku szachowym prowadzonym w jednej za szkół w Gdańsku (notabene kółko prowadził ojciec czołowego polskiego arcymistrza Roberta Kempińskiego). Pograłem około 2 lat (w tym turniejach bez żadnych sukcesów).
Niestety - nigdy nikt mnie nie uczył grać "fachowo", nie wiedziałem co to słabe pola, panowanie nad linią, opozycja, etc. Tego dowiedziałem się dopiero jak wróciłem do szachów po kilkunastu latach (powrót do szachów zbieżny z datą rejestracji na forum).

To tyle na razie

byku

PS. Apropo dzieci, to myślę, że acidity się nie obrazi za podanie tego linka:

http://www.ozszach.pl/mpj2007/d12/transmisja/tfd.htm

Roksana (cóka acidity, dla tych co nie wiedzą) w 3 rundzie na MP do lat 12 (po dwóch rundach 2/2).
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
lk85
Hetman
Hetman


Dołączył: Mar 22, 2004
Posty: 1909

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 11:47 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Warto zainteresować swoje dzieci szachami, jednak nalezy pamiętać o tym, że równie ważne jest, aby dziecko miało jakiś sport typu piłka nożna, koszykówka itp. I oczywiście nic na siłę- jak dziecko nie chce grać to nie ma co go zmuszać, może z czasem polubi szachy, a jak nie to trudno.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
byk
Hetman
Hetman


Dołączył: Nov 09, 2005
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 12:07 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

lk85 napisał:
Warto zainteresować swoje dzieci szachami, jednak nalezy pamiętać o tym, że równie ważne jest, aby dziecko miało jakiś sport typu piłka nożna, koszykówka itp. I oczywiście nic na siłę- jak dziecko nie chce grać to nie ma co go zmuszać, może z czasem polubi szachy, a jak nie to trudno.


Oczywiście Idea
Taki miał być ton mojego pierwszego postu. Nic na siłe (nie od dziś wiadomo, że z "niewolnika nie ma pracownika"), a sprawić by dziecko znalazło motywację samo w sobie. Inne sporty? Pewnie, co tam tylko będzie chciał.
Ale wróćmy do meritum tematu, czyli do szachów ...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
pooher
Hetman
Hetman


Dołączył: Dec 01, 2006
Posty: 661
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 2:56 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Wydaje mi się, że nie zależy to od wieku ale od temperamantu dziecka. Ostatnio dałem kilka lekcji synkowi mojej siostry (7,5 roku) i było bardzo ciężko. Zaczałem od tego, żeby go zainteresować, podziałać na wyobraźnię. Opowiedziałem o wojnie, bitwie, dwóch armiach, że on tym dowodzi itd. Później opowiedziałem mu po kolei o figurach (używając najprostszego słownictwa tj> koń, królowa). Ale on wciąż się niecierpliwił. Zrozumiał ruchy (robiliśmy ćwiczenia), bicia (najprostsze, żadnego bicia w przelocie). Nic nie wspominałem jeszcze o roszadach, szachach itd. I zagraliśmy kilka małych partyjek. Podobało mu się, jednak on ma kłopoty ze skupieniem z koncentracją. Kiedyś sześciolatek słuchał mnie z większą uwagą. Ale i tak jak na początek ...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1576
Skąd: Polska

PostWysłany: Pon Mar 05, 2007 5:19 pm
Temat postu: Jak uczyłem syna cz.1
Odpowiedz z cytatem

Tytułem wstępu, mogę jedynie opisać jak nauczyłem grać Krystiana. Roksany uczyć nie musiałem, bo ona sama się nauczyła, podglądając brata (była znacznie starsza).
Dzieci mają bardzo chłonne umysły i nauka gry nie jest zbyt trudna. Potrzeba jednak wykazać się dużą cierpliwością i spokojem. Nie możemy się irytować, bo dziecko natychmiast to wyczuje i jedyne co osiągniemy, to zniechęcenie dziecka. Nie możemy też wytykać mu tego, że np. wczoraj wiedział i potrafił, a dzisiaj nie pamięta. Jest to zupełnie naturalne. Śmiem twierdzić, że nie trzeba czynić specjalnych starań aby dziecko szachy polubiło. Królewska gra jest na tyle skomplikowana i zróżnicowana, że w większości przypadków dzieci zakochają się w szachach. Trzeba jednak wiedzieć, że nie każde dziecko jest stworzone do szachów. Przez te kilka lat, od kiedy moje dzieci wkroczyły w szpony rywalizacji miałem okazje spotkać kilka antytalentów i wierzcie mi, w żaden sposób nikt do nich dotrzeć nie potrafił – ich po prostu to nie interesowało!
Kiedy zacząć?
Trudne pytanie. Moim zdaniem nie prędzej, niż gdy dziecko będzie potrafiło skupić na czymś swojej uwagi przez okres dłuższy niż 5 minut. A może jestem w błędzie i właśnie przez szachy można nauczyć większej koncentracji?! Znam jeden przypadek w moim woj. Gdzie lekarz zalecił grę w szachy dla nadpobudliwego dziecka. Z relacji jego mamy wynika, że to dobra terapia.
W każdym razie u nas w domu zaczęło się to trochę przez przypadek. Syn miał wtedy 3,5 roku i często gdy rozwiązywałem zadania lub grywałem z komputerem(wtedy jeszcze amiga i chessmaster) Krystian często podbierał mi bierki do zabawy.
Jedyna zasada we wszystkich rodzajach nauki-zabaw jaka musiała być zachowana, to zgodne z przepisami ruchy bierek.
Pewnego dnia, tak od niechcenia ustawiłem na desce po królu i zrobiliśmy „wyścigi” od bandy do bandy. O dziwo spodobało mu się. Później ścigaliśmy się po przekątnych, później ustawialiśmy inne bierki jako przeszkody które trzeba było wyminąć, później pionki które trzeba było zbić itd.
Z pionkami robiliśmy podobnie, najpierw prosto i bez przeszkód, a później z możliwymi biciami i blokadami(kilka pionów, ale wystarczyło dojść jednym). Z czasem wprowadziliśmy bicie w przelocie. Z gońcami poszło banalnie szybko, chociaż czasami przeskakiwały po przekątnych Wink Ze skoczkami też poszło stosunkowo prosto. Na początek były wyścigi , później ustawiłam konia i kilka pionków do zbicia (szło jak po sznurku), aż w końcu mniej więcej opanował. Hetmany poszły na koniec.
Wszystko to miało na celu, utrwalenie jak porusza się dana bierka. Przez mniej więcej 3(może 4 tygodnie, nie pamiętam dokładnie) tygodnie takich zabaw Krystian opanował jak poruszają się bierki. Nasza rywalizacja kończyła się różnie, ale starałem sie aby Krystian wygrywał więcej jak połowę takich zabaw. Jak widziałem, że jest zbyt pewny siebie, to ja wygrywałem, gdy zachowywał sie normalnie lub miał lekkiego doła to on wygrywał. W pewnym stopniu sterowałem jego emocjami.
Przestrzegam jednak, aby nie maglować dziecka takimi zabawami. Jeśli staje sie niespokojne, szuka innej zabawy, to trzeba zwinąć szachy. Podobnie przed treningiem trzeba je zapytać, czy chce grać. Jeśli uda się nam „potrenować” choćby 15 minut dziennie, to już będzie bardzo wiele, więcej niż można oczekiwać! Trzeba też koniecznie dziecko chwalić!
W kwestii nazewnictwa bierek to uważam, że od samego początku należy uczyć prawidłowych nazw (nie jest to tylko moje zdanie). Nigdy nie pozwalałem też, na zabawę szachami nie związaną z przestawianiem figur na szachownicy.
Jak już opanował jak co się porusza, to przyszedł czas na naukę: co to jest szach, co to jest mat aż w końcu maty w 1 posunięciu. Szachowania podobnie jak w wyścigach. Ona miał np. hetmana a ja króla i ganiał za mną po desce Smile Maty trzeba zacząć pokazywać od najłatwiejszych (z małą ilością bierek), dopiero później wzbogacamy w coraz większą ich ilość (np. szacha można dać 3 bierkami, ale matuje tylko jedna) itd.

Za najtrudniejszy etap nauki początkowej uważam przeskok z matów w jednym na maty w dwóch posunięciach oraz wartościowanie bierek. Ale o tym następnym razem, jak trochę wyzdrowieję i znajdę więcej czasu. Tymczasem jeśli ktoś ma pytania(potrzebuje wyjaśnień) do powyższego tekstu, to chętnie odpowiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
byk
Hetman
Hetman


Dołączył: Nov 09, 2005
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Wto Mar 06, 2007 8:27 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Pooher, acidity - dzięki za posty.

W zasadzie podobna konkluzja wypływa z Waszych postów odnośnie: kiedy zacząć? Jak temperament dziecka pozwoli mu się skoncentrować choć chwilę na prostej, choć wymagającej uwagi nauce podstawowych ruchów szachowych.

Sposoby acidity (wyścigi królem, pionami, etc.) są uważam znakomite, bo oprócz nauki ruchów wproawadzają automatycznie element strategii (wyścigi królami: wygrywa ten kto zaczyna - niech każdy sobie odpowie ile to partii przegrał tylko dlatego, że np. pionek przeciwnika stał się hetmanem o jeden ruch szybciej niż nasz Very Happy ).

Druga strona nauki (nazwijmy ją motywacyjną) jest jak widać niemniej ważna. Zresztą chwalenie, nieponaglanie, szukanie motywacji etc. jest elementem rozwoju dziecka chyba w każdej dziedzinie - nie inaczej jest w szachach. Trzeba umiejętnie dozować przyjemności, żeby nie stały się przykrą koniecznością, "bo tata chce mnie nauczyć jakiś głupich szachów".

Jesteśmy w miejscu, gdzie dziecko nauczyło się ruchów szachowych oraz poznało co to jest szach i mat. Czekamy na ciąg dalszy. Być może ten temat zmieni się z "uczymy dzieci grać w szachy" na "uczymy dzieci SZACHÓW (nieprzypadkowo z wielkich liter Very Happy )"

Pozdrawiam
byku
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
pooher
Hetman
Hetman


Dołączył: Dec 01, 2006
Posty: 661
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Mar 06, 2007 10:21 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

I jeszcze słowo o motywacji. Goleniszczew w "Programie szkolenia szachistów na III kategorię" mówi, żeby tak organizować gry (turnieje) dzieciaków, żeby ten najgorszy miał przynajmniej 30% zwycięstw.
Oczywiście acidity ma rację co do wprowadzenia prawidłowego nazywania figur. Ja tylko podałem przykład mojego epizodu pedagoga szachowego (moja siostra mieszka z synkiem w Brukseli, więc mam nadzieję, że przez tę trwającą właśnie przerwę szachową lepiej zapamięta Królową niż Hetmana).
Co do wyścigów, to właśnie tak powinna wyglądać nauka. Zabawa + wpajanie prawidłowych zasad. Takie dzieciaki we krwi będą miały topografię szachownicy.
To musi być przyjemność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
byk
Hetman
Hetman


Dołączył: Nov 09, 2005
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Sro Mar 07, 2007 9:22 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

pooher napisał:
I jeszcze słowo o motywacji. Goleniszczew w "Programie szkolenia szachistów na III kategorię" mówi, żeby tak organizować gry (turnieje) dzieciaków, żeby ten najgorszy miał przynajmniej 30% zwycięstw.


Ostatnio namówiłem mojego chrześniaka (lat 11) i Jego brata (lat 6) na szachy. Chłopaki nawet wystartowali w turnieju P-5. I pytam:
byk: Jak wyniki?
T (11lat): Eeeee ....
byk: No mów szybko
T: 5 miejsce
byk: a mały?
T: 7 miesjce
byk: No to brawo Arrow Bardzo dobrze.
Ale widze, ze faceci stoją troche niepewnie i miny mają mniej więcej takie: Confused
byk: Ej, a ilu było zawodników?
T: .... siedmiu Confused .
Very Happy
Na szczęście się mocno nie zrazili. Przekonałem ich, że olimpijska idea startu jest najważniejsza Very Happy. Następnym razem będzie lepiej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
Sofronof
Nowy


Dołączył: Jun 16, 2006
Posty: 2
Skąd: Czarne

PostWysłany: Sro Mar 07, 2007 10:22 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Według mnie niemożna jednoznacznie określić odpowiedniego czasu na rozpoczęcie nauki. Jakiś czas temu mieszkałem z żoną w domu pełnym dzieci. Mój mały 6 letni szwagier wykazywał spore jak na jego wiek zdolności matematyczne (na poziomie 3 klasy szkoły podstawowej), logicznego myślenia i w ogóle niespotykaną w tym wieku powagę. Matematyki uczył się siedząc przy odrabiającej lekcje starszej siostrze. W końcu stał się lepszym uczniem od niej pomimo, że do szkoły nie chodził O naukę gry poprosił mnie sam, gdy widział mnie przesuwającego samotnie bierki na szachownicy. Bardzo go to zaintrygowało. Nie używałem wymyślnych przenośni aby go zainteresować. Po prostu opowiedziałem mu, że jest to sport który uwielbiają dorośli, który wiąże się z pasjonującą rywalizacją. Był dumny, że może robić coś co jest domeną dorosłych. Po 1,5 rocznym szkoleniu przeze mnie i w klubie stał się świetnym szachistą, mogę powiedzieć, że w województwie jest w czołówce (jeśli chodzi o jego wiek). Natomiast Szymon ma młodszego brata , który teraz podrósł i jest w wieku niemal 6 lat. Niestety obcował on z młodszymi od siebie dziećmi, co uczyniło go mniej poważnym i nieskorym do koncentracji. Uwielbia bawić się bierkami, ale w wojnę, przerzucanie i inne niezrozumiałe dla mnie sceny. Chociaż raz chciał abym nauczył go grać, to nie starczyło mu koncentracji na zapamiętanie ruchu piona. Tak więc jak w innych sportach do szachów trzeba mieć predyspozycje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1576
Skąd: Polska

PostWysłany: Nie Mar 11, 2007 7:43 pm
Temat postu: Jak uczyłem syna cz.2
Odpowiedz z cytatem

Za najtrudniejszy etap nauki początkowej uważam przeskok z matów w jednym na maty w dwóch posunięciach oraz wartościowanie bierek. Problem jest taki, że dziecko musi się przestawić na przewidywanie posunięć do przodu bez przestawiania bierek. Do tego potrzebna jest już wyobraźnia przestrzenna. Aby wyjaśnić synowi jak matować, zacząłem od pozycji z forsownym matem na 1 linii (atak 2 na 1, każdy ruch to szach), przy czym nie musiał on tego rozwiązywać w pamięci. Pozwalałem mu przestawiać bierki, ale to on musiał grać za obydwie strony(wynajdywać najlepszą obronę i atak). Dosyć szybko utrwalił sobie te najłatwiejsze formy ataku i nauczył się rozwiązywać je w pamięci. Oczywiście tworzyłem szereg modyfikacji tych matów, dodając większą ilość bierek i tu już pojawiały się schody, przez co czasem musiałem naprowadzać go na rozwiązanie (zadając pytania dodatkowe/wspomagające). Czasem, aby utrudnić zadanie nie potrzeba wiele, wystarczy ustawić gdzieś w drugim końcu szachownicy jedną z figur(równie dobrze może ona bronić, jak i atakować) i nie potrafił już znaleźć rozwiązania lub wskazywał błędne. Jest to naturalne i nie można dziecka za to ganić, bo ono po prostu nie postrzega szachownicy jako całości – to przyjdzie z czasem. Dzieci na ogół widzą szachownicę w wąskim zakresie, tam gdzie jest centrum akcji. Inne sposób to ustawienie z podręcznika mata w 2-3 ruchach i odczytanie(warto dodać jakiś komentarz do tych pos.) pierwszych posunięć(bez przestawiania na desce) a ostatni już musiał odgadnąć samodzielnie. Ogólnie, jak mamy choć trochę wyobraźni, to z wymyślaniem odpowiednich zadań nie powinno być problemu.
Zadania dobierałem tematycznie, to znaczy maty wieżą, później hetmanem, skoczkiem, gońcem i pionkiem aż w końcu po promocji piona. W ten sposób poznał siłę ognia wszystkich bierek i nauczył się, że każdą z nich można zadać mata!
Wartości punktowych bierek nigdy nie uczyłem. Starałem się raczej zwrócić jego uwagę na fakt, że każda bierka jest tyle warta ile jej zadanie które spełnienia. Np. stawiałem na szachownicy mata w jednym posunięciu pionkiem, a gdzieś w innym miejscu hetmana który nie brał udziału w grze i pytałem jaką wartość ma pionek, a jaką hetman - które z nich jest aktualnie silniejsze. Nie oznacza to oczywiście, że pozwalałem na szastanie materiałem Smile Często gdy graliśmy partię i chciał wymienić np. gońca za skoczka, to prosiłem o krótką charakterystykę - wskazanie która figura jest aktywniejsza, sprawia więcej problemów itp.
A później to już był ogień. Rozgrywałem z nim partie, które czasem wygrywał a czasem nie, pokazywałem partie arcymistrzów z Szachisty, dawałem zadania do rozwiązania itd. Z czasem szachy polubił tak bardzo, że musieliśmy zabierać szachownicę ze sobą na spacery, aby pograć gdzieś na ławce albo polanie Smile
Krystian robił postępy, grał dobrze, ale w końcu straciłem zapał. Do klubu go nie zaprowadziłem, przestałem z nim grywać, aż w końcu... zapomniał jak się gra. Dopiero gdy miał 9 lat (po ok. 4 latach przerwy) wróciliśmy do szachów. Na nowo nauczyłem go posunięć, matowania i tak wpadliśmy w te całe piekiełko.
Trzeba tu też wspomnieć, o podejściu/traktowaniu szachów.
Często zazdroszczę podejścia Hutkowi. Szachy traktują jako czystą zabawę, nie mają żadnych zobowiązań, nikt ich nie rozlicza z wyników, nie pyta czemu zawalił, a czemu gdzieś nie grał itd. Pełen luz, a ja tymczasem wyrywam sobie resztę włosów z głowy i tłumaczę się www.szachy.szczecin.pl/forum/viewtopic.php?p=2737#2737 . Oczywiście nie muszę tego robić, ale to nie w moim stylu, aby spławiać kogoś jakimś przygłupim stwierdzeniem które z prawdą ma niewiele wspólnego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
byk
Hetman
Hetman


Dołączył: Nov 09, 2005
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Wto Mar 13, 2007 8:38 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Acidity opowiada tak wyczerpująco i dokładnie, że ... nie ma o co pytać Very Happy. Może spróbuje usystematyzować przez wypunktowanie, to co już wiemy:
1. Początek nauki uzależniamy od predyspozycji dziecka, zwłaszcza umiejętności skupienia i koncentracji.
2. Wspomagamy dziecko "dobrym słowem", nie ponaglamy, nie ganimy, chwalimy za każdy najmniejszy (mały w skali widzenia dorosłego, dla dziecka to może być przepaść) postęp.
3. Umiejętnie dozować przyjemności, żeby nie przesadzić i nie sprawić, by szachy zamiast przyjenością były obowiązkiem.
4. Nauka samej gry:
a) nauka ruchów bierek przez zabawę: wyścigi królami, wyścigi pionków, zadania typu: niech skoczek jak najszybciej zbije piony, etc. - gama możliwości zależy tylko od kreatywności rodzica. Trzeba ściśle przestrzegać zasad ruchu figur, warto też jednoznacznie i poprawnie nazywac figury.
b) nauka "szacha", "mata" i docelowo nauka matowania w 1 posunięciu - zaczynamy od najprostszych, maksymalnie oczywistych pozycji i ruchów
c) nauka matów w 2 posunięciach - najpierw uprościć dziecku zadanie pozwalając na przestawianie bierek na szachownicy. Dobrze jest dobierać zadania różnorodne, zarówno co do motywów jak i bierek biorących udział w akcji matowej pamiętając oczywiście o poziomie trudności każdego zadania
d) przy okazji rozwiązywania zadań matowych dziecko poznaje siłę bierek i nabiera przekonania co do ich wartości i siły.
e) pora na pierwsze szachowe partie, pierwsze kombinacje, ... Very Happy.

Mam nadzieje, że niczego nie pominąłem. Acidity, a może napiszesz jak wprowadzałes dzieci w rywalizację? Jak dobierałeś pierwsze turnieje? Czy to był "żywioł"? No i teraz przychodzi chyba pora na Trening przez duże T. Jak to robić, od czego zacząć?

Pozdrawiam
byku

PS. Roksana zagrała świetny turniej. Byłem pod wrażeniem tego, jak w każdej partii (prócz jednej z tym "paskudnym" ...Sg4 panny Dziodzio) budowała przewagę i uzyskiwała pozycję "na pograniczu wygranej". Życzę, żeby nie zgubiła motywacji. Co nas nie zabije, to nas wzmocni Exclamation
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1576
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto Mar 13, 2007 2:57 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

byk napisał:
Acidity opowiada tak wyczerpująco i dokładnie, że ... nie ma o co pytać Very Happy.
W sumie pierwotne wersje na moim komputerze były dłuższe i bardziej szczegółowe Wink

byk napisał:
c) nauka matów w 2 posunięciach - najpierw uprościć dziecku zadanie pozwalając na przestawianie bierek na szachownicy. Dobrze jest dobierać zadania różnorodne, zarówno co do motywów jak i bierek biorących udział w akcji matowej pamiętając oczywiście o poziomie trudności każdego zadania
Uzupełnię jeszcze. Najlepiej aby pierwsze zadania były skonstruowane tak, że pierwszy ruch jest szachem, wtedy dziecku jest łatwiej. Kolejnym utrudnieniem jest dołożenie innej figury która może dać szacha, ale nie będzie mata, aż w końcu stawiamy zadanie gdy pierwszy ruch nie jest szachem.

byk napisał:
d) przy okazji rozwiązywania zadań matowych dziecko poznaje siłę bierek i nabiera przekonania co do ich wartości i siły.
To jest ważne, bo dziecko nie będzie bagatelizować siły którejkolwiek z bierek. Kiedyś w klubie zwróciłem uwagę jednemu młodzieńcowi że szasta pionkami bez opamiętania, a on na to stwierdził, że "to tylko pionki". Postawiłem więc kilka zadań gdzie to pion zdobywał przewagę(widły) lub awansował się albo dawał mata. Każdorazowo gdy zadanie rozwiązał ściągałem pionka z szachownicy i mówiłem "spróbuj teraz wygrać". Choć podstawiać nie przestał, to jednak starał się już więcej nie oddawać pionków w szaleńczych i nieuzasadnionych marszach.

byk napisał:
Acidity, a może napiszesz jak wprowadzałes dzieci w rywalizację? Jak dobierałeś pierwsze turnieje? Czy to był "żywioł"? No i teraz przychodzi chyba pora na Trening przez duże T. Jak to robić, od czego zacząć?
Początek to był żywioł. Życie szachowe w Szczecinie nie istniało, więc nie miał mnie kto wprowadzić w arkana rywalizacji. Także w internecie za wiele na temat szachów juniorskich nie było, więc byłem zupełnie oderwany od rzeczywistości. Do klubu syna zaprowadziłem we wrześniu 2002 r. Pierwszym guru Krystiana był nasz forumowy lisek. Wtedy wydawało się, że niedościgniony, miał IV kategorię ale Krystian był ambitny, ciągle pracował i w końcu zaczęli we dwójkę toczyć pasjonujące batalie o najlepszego klubowicza w P-15. Szachy klasyczne pojawiły się w ferie 2003r. Był to Międzynarodowy Turniej Juniorów w Bydgoszczy, na który szczeciński Pałac Młodzieży co roku organizował wyjazd. Po pierwszej nocy Krystian strasznie się rozchorował, ale nie chciał opuszczać rund. Mimo choroby, zrobił 50% i uzyskał normę na V kategorię. Spodobało mi się - rywalizacja w połączeniu z turystyką - samo życie! Do tego integracja przy białoruskiej wódce w międzynarodowym gronie Wink Wtedy też, dowiedziałęm się o istnieniu czegoś takiego jak Mistrzostwa Polski. Dowiedziałem się, że należy najpierw zagrać w Mistrzostwach Województwa, a później w makroregionie. No to mieliśmy cel - awans do Mistrzostw Polski! (ambitnie, no nie?)
Mistrzostwach Województwa odbyły się w Dźwirzynie i mimo iż Krystian był chłopcem znikąd, to zajął w nich 4 miejsce i wypełnił normę na IV kategorię. Tam też dowiedziałem się o istnieniu instytucji zwanej kadrą wojewódzką i że niektórych kadrowiczów Krystian pozostawił za sobą w tabeli. No więc na horyzoncie pojawił się cel następny - nie tylko awans do MPJ, ale też wejście do kadry! Później był turniej we Wrocławiu (czerwiec; Mem. Błaszczaka). Kategorii nie podniósł, ale ograł tę swoją czwórkę, dzięki czemu już w lipcu w Poznańskim Festiwalu Szachowym zdobywając 8,5 pkt pozostawił w pokonanym polu słynnych braci Musiałkiewicz i wypełnił normę na III kategorię. Następnie we wrześniu z takim samym dorobkiem punktowym wygrywa Mistrzostwa Międzywojewódzkie i uzyskuje awans do MPJ, a przy okazji normę na II kategorię szachową. Niestety, wtedy Krystian spoczął na laurach - wielka głowa. Na MPJ zagrał poprawnie, wygrał m.in. ze Świerczem i zajął 7 miejsce, jednak w wielu partiach był cieniem samego siebie.

Z biegiem czasu pasja zaczęła być zastępowana przez rutynę i siadła nieco progresja i motywacja. Nim się zorientowałem co się dzieje, zdążył nabrać wiele złych nawyków których do dziś wykorzenić nikt nie potrafi. Chociaż, w tajemnicy przyznam, że od kilku tygodni znów pracujemy razem, tak jak kiedyś i powolutku zaczyna żyć szachami. Oczywiście, nie pompuję go wizją walki o medale, by rozczarowanie mogłoby go pchnąć z powrotem do czarnej dziury. Nastawiam go jedynie na piękno szachów, bo to przede wszystkim go zawsze najbardziej kręciło.

Błędów zapewne można było uniknąć, ale do tego potrzebny byłby trener i to doświadczony, a nie hochsztapler. Dlatego jeśli myślimy o rywalizacji przez duże R, to polecam jak najszybciej rozpocząć współpracę z uznanym trenerem mającym na koncie sukcesy nie tylko z najmłodszymi(bo to stosunkowo prosto osiągnąć ucząc dzieci odpowiednich sztuczek), ale przede wszystkim ze starszymi zawodnikami. Tylko tak widzę trening przez duże T Cool
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1576
Skąd: Polska

PostWysłany: Nie Mar 18, 2007 9:48 am
Temat postu: Repertuar debiutowy
Odpowiedz z cytatem

Tym razem ja zapytam Smile
Repertuar debiutowy
1. Czy lepiej uczyć dzieci wszechstronności i zachęcać do eksperymentowania i poszukiwań, gry różnych debiutów i wariantów?
2. Czy może jednak lepiej aby repertuar był mniej rozbudowany, ale za to solidniejszy?

Wiadome, że pierwsza opcja to droga przez mękę i praktycznie ciągle będzie wpadać na jakieś niespodzianki, a co za tym idzie przez długi okres osiągane rezultaty w postaci punktów będą słabsze. Słabsze wyniki mogą być niekorzystne, bo chyba nic nie jest tak dobrym motorem do pracy, jak sukcesy Question
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Wszystkie czasy w strefie
www.szachista.com Strona Główna
-> Nauka gry
Strona 1 z 4

 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Przyjaciele: • Płatne i darmowe kursy fotografii • Warszawszka Szkoła Reklamy