Estoril z bk nie gram. Nie jestes w stanie wygrac ze mna nawet 1 na 10 pyszalku.
Reszcie radze sie douczyc co to jest dysgrafia bo mylicie pojecia dzieci.
Dopiero teraz zauwazylem jaki estoril ma link w podpisie. Toz to zacofaniec calujacy kmiota rydzykowi i telewizji trwam. o czym z takim rozmawiac
Panowie, dziękuję za wsparcie zamierzone i to mimochodem. Mistrz ***ów GITS zapewne i tak jest odporny na wasze argumenty, ale miło widzieć jak forumowa brać łączy się tępieniu g-ł-upców. Swoją drogą, te wszystkie powroty zbiegły się ze sobą w czasie... zadziwiające, czego może dokonać aura dyletanctwa emitowana przez podnóżka IM Martina.
Pozdrawiam _________________ http://www.pub.szachista.com/3ed_turnieju/final/turniej.html
Dyletantem to ty tu jestes patzerze, nawet do tego stopnia ze poprawny ruch debiutowy nazywasz 'mmalo aktywnym'. Podnozkiem tz najwyzej ty mozesz byc - dla grasz 2 lub 3 klasy silnieszych od ciebie. Fuszer.
Nawet nie wiesz co tracisz.Oprócz sinej d..y mógłbyś też coś pozytywnego z takiej lekcji wynieść.
GITS napisał:
Dyletantem to ty tu jestes patzerze, nawet do tego stopnia ze poprawny ruch debiutowy nazywasz 'mmalo aktywnym'. Podnozkiem tz najwyzej ty mozesz byc - dla grasz 2 lub 3 klasy silnieszych od ciebie. Fuszer.
Co z tego można zrozumieć?Chyba tylko to , że autor powyższego doznał stanu głębokiej agonii. _________________ NASZ DZIENNIK
Ostatnio zmieniony przez estoril dnia Nie Lut 24, 2008 8:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Dyletantem to ty tu jestes patzerze, nawet do tego stopnia ze poprawny ruch debiutowy nazywasz 'mmalo aktywnym'. Podnozkiem tz najwyzej ty mozesz byc - dla grasz 2 lub 3 klasy silnieszych od ciebie. Fuszer.
Dyletantem to ty tu jestes patzerze, nawet do tego stopnia ze poprawny ruch debiutowy nazywasz 'mmalo aktywnym'. Podnozkiem tz najwyzej ty mozesz byc - dla grasz 2 lub 3 klasy silnieszych od ciebie. Fuszer.
Co z tego można zrozumieć?Chyba tylko to , że autor powyższego doznał stanu głębokiej agonii.
Jak to co? Zawarł tu całą swoją życiową filozofię, czyli głęboką pogardę dla innych. I się podpisał
Wysłany: Wto Lut 06, 2007 8:37 pm Temat postu: LOJ w Jaworznie....
Co sądzicie o tym, że sędzia zjawia się 4 minuty przed rundą bez kojarzeń i przez niego runda opóźnia się o godzinę? Brak szacunku dla grających... _________________ Sie miejcie ludzie
"Wskazujący" to "palec boży" powinien wisieć nad takim sędzią. I to niezależnie od rangi turnieju. _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam,Tomasz Ptaszyński
Coś mnie podkusiło aby przeczytać ten topic i mimo, że postanowiłem na tym forum pisać posty tylko merytoryczne, a nie erystyczne aż nie mogę się powstrzymać. To jest silniejsze ode mnie ^^
Chciałbym się odnieść do kilku spraw, które zostały tu podniesione.
Analizowanie partii szachowych.
Nie jestem arcymistrzem co widać na pierwszy rzut oka i go nie próbuję nawet udawać bo wydaje mi się to śmieszne, ale czuję się zobowiązany podziękować wszystkim tym, którzy z własnej woli analizują/komentują partie na tym forum. W szczególności mam na myśli rzecz jasna Marcinosa i Mortoma, którzy wyciągają błędy i niedociągnięcia w mojej grze. Oprócz tego podobają mi się analizy Acidity - niezmiernie pouczające : )
Niestety nie mogę się odnieść do analiz GITSa tudzież innych arcymistrzów ponieważ nie dysponuję materiałem porównawczym, a zatem - nieobecni nie mają prawa głosu.
Internet jako źródło informacji o szachach.
W Internecie jest masa dobrych materiałów na temat szachów, do których nie miałem dostępu jeszcze parę lat temu, nie wiedziałem jaką dobrą książkę kupić na ten temat aby mnie nie "przygniotła". Bardzo cenny jest dla mnie z tego powodu dostęp do takich informacji, a także [co uważam za wielką zaletę sieci] do komentarzy i porad ludzi o podobnych zainteresowaniach co ja.
Asumptem do rozpoczęcia nauki debiutów było to, że mój serdeczny przyjaciel, którego do tej pory ogrywałem bezlitośnie w pewnym momencie zaczął ze mną wygrywać za sprawą pewnego rodzaju zabawy w empiryczne poszukiwania odpowiadającego mu otwarcia. Tak udało mu się odkryć nieświadomie fianchetto. Kolega popełniał ten błąd, że wychodził bardzo wcześnie ciężkimi figurami do gry. W związku z powyższym poszperałem po debiutach i znalazłem debiut Anderssena, dzięki któremu kolega wyskoczył hetmanem i zaczął tracić tempo kiedy ja w najlepsze rozwijałem figury. Oczywiście tamtą partię wygrałem, ale już nigdy więcej nie stosowałem takiego otwarcia nawet przeciwko niemu ponieważ uważam je za pasywne, chociaż może kiedyś do niego powrócę kiedy nauczę się dobrze grać debiuty zwłaszcza czarnymi. Nie muszę dodawać, że skutecznie wyleczyłem kolegę z atakowania na "urrrra!" ^^
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to poszukałem na wikipedii oraz na wikibooks [zarówno w polsko jak i angielskojęzycznej] przewodnika, absolutnych podstaw. To, że wiedza jest w Internecie nie znaczy, że zawsze będzie skuteczna - wszystko i tak zależy od przeciwnika.
Kontekst.
Pochodzę z małej miejscowości. dokładnie z Mogielnicy. Jak sami widzicie nie ma ona nawet tych stu tysięcy mieszkańców, a jednak ktoś mnie nauczył zasad gry w szachy, ba! nawet organizowaliśmy jakieś regionalne turnieje [jeszcze wtedy Mogielnica była w woj. radomskim]. Powiem szczerze - mam awersję do Warszawy i wszystkiego co jest z tym miastem związanego, w szczególności jej mieszkańców i ich zabieganego stylu życia, którzy [co stwierdzam z przykrością] nie są generalnie sympatycznymi ludźmi. Jednocześnie znam kilku warszawiaków [na palcach jednej ręki potrafię policzyć], z którymi można konie kraść [dosłownie - kolega, który mieszka w Wawie od dziada-pradziada ma stadninę ^^]. Marcinos jest kolejną osobą, która w pewien sposób obala stereotyp warszawiaka jaki mi się utarł przez wiele lat, i przez który to między innymi nie studiuję dziś na UW tylko na UJ w Krakowie. Nie mogę się w związku z tym oczywiście zgodzić na to, że ktoś nie potrafiąc, albo nie mając ochoty zrobić czegoś konstruktywnego wylewa pomyje na osobę, której zawdzięczam mój osobisty rozwój w tej dziedzinie. To typowa postawa homo sovieticus, bardzo często spotykana u Polaków, co ciekawe nasilająca się ostatnio głównie u tych, którzy byli przeciwni systemowi komunistycznemu. Pozwolicie, że zacytuję:
Cytat:
Jedną z najważniejszych cech homo sovieticusa jest brak przejawiania jakichkolwiek inicjatywy. Był to jednak stan porządny przez władze gdyż inicjatywy mogłyby się przerodzić w organizacje buntów. Tak więc człowiek komunizmu był całkowicie pasywny – robił tylko to czego wymagało od niego państwo. To ostatnie musiało wiec być źródłem wszystkich ważnych decyzji życiowych homo sovietucusa.
Od siebie dodam - homo sovieticus charakteryzuje się przede wszystkim tym, że krytykuje wszystkich, którzy starają się zrobić coś więcej niż on sam potrafi/chce uczynić.
Ja osobiście takie osoby ignoruję i staram się robić swoje na ile tylko jestem w stanie. I uprzedzając reakcje tychże homo sovieticus, które nastąpią po wysłaniu przeze mnie tego posta - odpowiem tylko i wyłącznie na dobrze wyważone argumenty. Nie ma sensu dyskutować z krzykiem, którego nic nie jest w stanie zagłuszyć.
Fajny, wyważony post. Dotykający problemu, a nie osoby ("I krytyka potrafi być dobra, gdy się z przywar, nie z osób natrząsa" - jeśli coś namieszałem w cytacie to serdecznie przepraszam. Mattihau powinien być na czasie, jeśli ma maturę w tym roku ). Chyba tędy droga do podniesienia jakości tego forum.
Fajny, wyważony post.Dotykający problemu, a nie osoby ("I krytyka potrafi być dobra, gdy się z przywar, nie z osób natrząsa"
Niestety w przypadku niektórych osób nie zawsze skutecznie. Wielu nie zauważa krytyki na swój temat, nawet gdy ta podejdzie i kopnie ich w ... (plecy)!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach